Dostałam kiedyś telefon od pani prowadzącej gabinet kosmetyczny: „widziałam ofertę na audyt za trzy tysiące i drugą za sto pięćdziesiąt, i szczerze mówiąc nie rozumiem, o co chodzi”. Rozumiem to niezrozumienie, bo rozrzut cen w tej usłudze jest większy niż w prawie każdej innej, którą znam.

Poniżej rozkładam to na czynniki: skąd biorą się takie różnice, ile kosztuje audyt u mnie i — to jest ta część, o której branża mówi niechętnie — kiedy zapłacenie za audyt jest po prostu marnowaniem pieniędzy.

Skąd bierze się rozrzut od stu do kilku tysięcy

Wszystko sprowadza się do tego, ile godzin człowieka jest w cenie. Za 150–300 zł dostajesz zwykle raport wygenerowany przez narzędzie, czasem z automatycznym komentarzem. Nikt tam nie wchodził na Twoją stronę i nie sprawdzał, czy wykryty „błąd” ma jakiekolwiek znaczenie dla firmy remontowej z Rawy Mazowieckiej.

W przedziale 800–2 500 zł mieszczą się audyty robione ręcznie przez agencje dla średnich firm i sklepów. Powyżej trzech tysięcy zaczyna się analiza dużych serwisów — tysiące podstron, kilka języków, analiza konkurencji w kilku krajach. Jeśli masz stronę firmową z ośmioma podstronami, taka usługa jest kupowaniem kombajnu do koszenia trawnika.

Ile to kosztuje u mnie

Mój audyt SEO kosztuje 400 zł i jest przeznaczony dla stron firmowych oraz małych sklepów — do mniej więcej pięćdziesięciu podstron. Za tę kwotę poświęcam na jedną stronę zwykle cztery do sześciu godzin i oddaję raport w ciągu trzech do pięciu dni roboczych.

Świadomie trzymam tę cenę nisko i świadomie mówię, czego w niej nie ma: nie ma wdrożenia poprawek, nie ma pisania treści i nie ma miesięcznej opieki. To sama diagnoza. Uważam, że dla małej firmy 400 zł to kwota, którą można wydać na sprawdzenie stanu rzeczy bez podejmowania decyzji o wielomiesięcznej współpracy — i o to mi chodzi.

Kiedy audyt naprawdę się opłaca

Są sytuacje, w których te kilkaset złotych zwraca się od razu, bo oszczędza decyzji wartych kilka tysięcy. Wypisuję te, które w mojej praktyce powtarzają się najczęściej.

Wspólny mianownik jest jeden: masz już coś, co można zbadać, i stoisz przed decyzją finansową większą niż koszt audytu. Wtedy diagnoza jest tania.

Kiedy to strata pieniędzy — mówię wprost

Odradzam audyt w kilku sytuacjach i wolę powiedzieć to przed fakturą niż po. Pierwsza: strona ma dwa miesiące. Google jeszcze jej dobrze nie poznał, danych praktycznie nie ma, a wszystko, co bym napisała, byłoby przewidywaniem, nie analizą. Lepiej poczekać do pół roku regularnego działania.

Druga: strona to jedna podstrona z numerem telefonu i zdjęciem. Nie ma czego audytować — tam nie ma problemu do znalezienia, jest brak treści do dopisania. Za 400 zł lepiej kupić kilka godzin pisania niż raport, który powie „dopisz treść”.

Trzecia, najczęstsza: wiesz już, co jest nie tak, i tego nie robisz. Jeśli od roku masz świadomość, że strona ładuje się dziewięć sekund i nie ma opisów usług, audyt powie Ci dokładnie to samo, tylko na dwunastu stronach. Wtedy uczciwiej jest wziąć te pieniądze i przeznaczyć je na naprawę pierwszej rzeczy z listy.

Czwarta: nie masz kto tego wdrożyć ani budżetu na wdrożenie. Audyt bez wykonania to wydatek na wiedzę, z której nikt nie skorzysta. Sama wtedy proponuję odłożyć go o kwartał.

Jak porównywać oferty, żeby nie przepłacić

Zanim zapłacisz komukolwiek, zadaj cztery pytania. Odpowiedzi zwykle wystarczą, żeby odróżnić pracę od automatu.

  1. Ile godzin pracy człowieka jest w tej cenie i kto konkretnie będzie to robił?
  2. Czy dostanę przykładowy, wcześniejszy raport do wglądu — choćby z zamazanymi danymi klienta?
  3. Czy w raporcie będzie kolejność zadań i szacunek czasu, czy tylko lista błędów?
  4. Czy po oddaniu raportu jest rozmowa, na której mogę dopytać?

Jeśli wykonawca nie umie odpowiedzieć na pierwsze pytanie, prawdopodobnie płacisz za eksport z narzędzia. Jeśli odmawia trzeciego, raport i tak zostanie w szufladzie.

Podsumowanie w dwóch zdaniach

Audyt opłaca się wtedy, gdy masz działającą stronę, jakieś dane i konkretną decyzję do podjęcia — wtedy 400 zł jest tanim ubezpieczeniem przed wydaniem kilku tysięcy w złym kierunku. Nie opłaca się przy stronie świeżej, pustej albo takiej, której i tak nie zamierzasz poprawiać w najbliższym półroczu.

Jeśli nie masz pewności, do której grupy należysz, napisz do mnie i opisz sytuację w trzech zdaniach. Zdarza mi się odpowiedzieć, że audyt jest zbędny, i to też jest uczciwa odpowiedź.


Jeśli wahasz się, czy 400 zł za audyt to w Twoim przypadku dobrze wydane pieniądze — napisz, ocenię to za darmo i powiem, jeśli uważam, że nie. Sprawdzam stronę pod kątem technicznym, treściowym i linkowym i oddaję raport z kolejnością zadań w trzy do pięciu dni roboczych; na start wystarczy adres strony i krótka informacja, na czym Ci zależy.

Ewelina Grzelak, EWELA design
tel. +48 511 254 321
e-mail: biuro@eweladesign.pl
Zobacz pakiety i ceny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *