Przez ostatnie lata przejrzałam kilkadziesiąt stron firmowych — swoich, po innych wykonawcach i takich, które ktoś zrobił sobie sam w weekend. Zaskakujące jest to, jak bardzo te same błędy powtarzają się niezależnie od branży, budżetu i wieku strony.

Zebrałam dziesięć, które znajduję najczęściej. Żaden z nich nie jest katastrofą sam w sobie. Problem polega na tym, że występują razem i wtedy strona po prostu nie ma jak zaistnieć w Google, mimo że wszystko na niej wygląda porządnie.

Błędy w tym, co widać w wynikach wyszukiwania

Pierwszy: brak tytułów podstron. Tytuł to ten niebieski, klikalny tekst w wynikach Google. Na stronach robionych w pośpiechu wygląda on często tak: „Strona główna — Moja Firma” albo, jeszcze gorzej, „Home”. Człowiek szukający lakiernika nie kliknie w coś, co nie mówi mu, że trafił na lakiernika. Dobry tytuł ma 50–60 znaków i zawiera usługę oraz miasto.

Drugi: ten sam tytuł na wszystkich podstronach. Zdarza się, gdy motyw wstawia wszędzie nazwę firmy. Dla Google wygląda to tak, jakby wszystkie podstrony były o tym samym, więc sam wybiera, którą pokazać — i zwykle wybiera nie tę, na której Ci zależy.

Trzeci: brak opisów meta. To dwa zdania pod tytułem w wynikach. Google nie używa ich do oceny strony, ale używa ich człowiek, decydując, w co kliknąć. Puste pole oznacza, że wyszukiwarka wyciągnie pierwszy lepszy fragment tekstu, często ze stopki albo z menu cookies.

Błędy w strukturze treści

Czwarty: kilka nagłówków H1 na jednej podstronie. H1 to główny nagłówek, odpowiednik tytułu rozdziału. Powinien być jeden. W kreatorze stron bardzo łatwo o pomyłkę: ktoś stawia trzy sekcje, w każdej ustawia duży napis i każdemu przypisuje H1. Strona wygląda dobrze, a dla wyszukiwarki nie ma jednego, wyraźnego tematu.

Piąty: wszystkie usługi na jednej podstronie. Klasyczna „Oferta” z sześcioma akapitami o sześciu różnych rzeczach. Taka podstrona nie wypozycjonuje się na żadną z nich, bo każda usługa ma w niej po sto słów. Rozbicie tego na osobne podstrony to zwykle najskuteczniejsza pojedyncza zmiana, jaką mogę zaproponować.

Szósty: brak treści w ogóle. Strona główna z hasłem, trzema ikonami i formularzem to około osiemdziesięciu słów. Nie ma tam informacji, gdzie firma działa, co dokładnie robi i dla kogo. Google nie zgaduje.

Błędy techniczne, których nie widać

Siódmy: brak opisów alternatywnych przy zdjęciach. Atrybut alt to krótki opis tekstowy obrazka. Czyta go wyszukiwarka i czytniki dla osób niewidomych. Na typowej stronie firmowej trzydzieści zdjęć ma alt pusty albo wypełniony nazwą pliku w rodzaju „IMG_20240612″.

Ósmy: ciężkie obrazy. Zdjęcia wrzucone prosto z aparatu, po 4–6 MB każde, przeskalowane w przeglądarce do rozmiaru wizytówki. Strona ładuje się wtedy kilkanaście sekund na telefonie w terenie, czyli dokładnie tam, gdzie ogląda ją klient szukający usługi na już.

Dziewiąty: brak mapy witryny albo niezgłoszenie jej w Google Search Console. Mapa witryny to plik z listą wszystkich podstron. WordPress generuje go automatycznie, ale nikt nie zagląda do Search Console — bezpłatnego narzędzia Google — żeby sprawdzić, ile z tych podstron faktycznie trafiło do indeksu. Widziałam strony z pięćdziesięcioma podstronami, z których wyszukiwarka znała siedem.

Dziesiąty: przypadkowo zablokowana indeksacja. WordPress ma w ustawieniach pole „proś wyszukiwarki o nieindeksowanie tej witryny”. Zaznacza się je podczas budowy strony i czasem zapomina odznaczyć przy uruchomieniu. Efekt: strona działa, jest ładna, i przez rok nie ma jej w Google. To najrzadszy z tej dziesiątki, ale też najbardziej kosztowny.

Dlaczego te błędy w ogóle powstają

Nie z lenistwa. Powstają, bo strona powstaje etapami: najpierw wygląd, potem treść dosyłana mailem, na końcu uruchomienie w pośpiechu, bo klient czeka. Rzeczy niewidoczne — tytuły, alty, mapa witryny — nie rzucają się w oczy na żadnym z tych etapów, więc nikt o nich nie przypomina.

Druga przyczyna to podział odpowiedzialności. Grafik odpowiada za wygląd, właściciel za teksty, a nikt konkretnie za to, jak strona wygląda dla wyszukiwarki. Dlatego przy odbiorze warto wprost zapytać wykonawcę, czy ta warstwa została zrobiona.

Sprawdź to u siebie w pół godziny

Nie potrzebujesz do tego narzędzi. Wystarczy przejść listę po kolei i zapisać, co znalazłeś.

  1. Wpisz w Google site:twojadomena.pl i policz, ile podstron wyszukiwarka zna.
  2. Przejrzyj wyświetlone tytuły — czy każdy mówi coś innego i sensownego?
  3. Wejdź w Ustawienia, potem Czytanie w WordPressie i sprawdź, czy pole o nieindeksowaniu jest odznaczone.
  4. Otwórz trzy podstrony i sprawdź, czy każda ma jeden duży nagłówek na górze.
  5. Policz, ile Twoich usług ma własną podstronę, a ile siedzi we wspólnej ofercie.
  6. W Bibliotece mediów kliknij pięć losowych zdjęć i zobacz, czy mają wypełniony tekst alternatywny.
  7. Sprawdź wagę największego zdjęcia na stronie głównej — powyżej 300 KB jest już za dużo.
  8. Wejdź na adres twojadomena.pl/wp-sitemap.xml i zobacz, czy plik istnieje.
  9. Załóż Google Search Console, jeśli go nie masz, i zgłoś tam tę mapę.
  10. Otwórz stronę na telefonie przez dane komórkowe i policz sekundy do pojawienia się treści.

Jeśli po tej liście zrobiło się nieprzyjemnie, to dobra wiadomość: wszystkie te rzeczy naprawia się raz i zostają naprawione. Przy typowej stronie firmowej to od kilku do kilkunastu godzin pracy. Jeśli wolisz mieć to spisane w kolejności i z wyceną, taką listę oddaję właśnie w ramach audytu SEO.


Jeśli chcesz wiedzieć, które z tych dziesięciu błędów siedzą na Twojej stronie — napisz, sprawdzę i wypiszę je po kolei. Przechodzę przez stronę ręcznie, wskazuję konkretne podstrony do poprawy i szacuję czas naprawy; potrzebuję tylko adresu strony i dostępu do panelu, jeśli mam też wdrożyć zmiany.

Ewelina Grzelak, EWELA design
tel. +48 511 254 321
e-mail: biuro@eweladesign.pl
Zobacz pakiety i ceny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *