Najczęstsza obawa przed zmianą hostingu brzmi: „a jak strona przestanie działać na trzy dni?”. To uzasadniony strach, bo takie historie się zdarzają — zwykle wtedy, gdy ktoś zaczyna migrację od przełączenia domeny, a dopiero potem zabiera się za przenoszenie plików. Kolejność w tej robocie decyduje o wszystkim.

Dobrze przeprowadzona przeprowadzka strony jest niewidoczna dla odwiedzających. Nie ma komunikatu o pracach technicznych, nie ma przerwy w działaniu formularza, a poczta chodzi bez przerwy. Opisuję poniżej dokładną kolejność kroków, którą stosuję, razem z tym, co robić z ustawieniem TTL i jak wybrać moment przełączenia.

Zasada podstawowa: stary serwer wyłączasz na końcu

Strona przenosi się w ten sposób, że przez pewien czas działa w dwóch miejscach naraz. Najpierw budujesz pełną, działającą kopię na nowym serwerze, testujesz ją, a dopiero potem kierujesz na nią ruch. Stary hosting zostaje jeszcze przez tydzień lub dwa jako zabezpieczenie — dopiero gdy wszystko chodzi, można go wypowiedzieć.

Ta zasada wydaje się oczywista, ale w praktyce łamie ją panika przed końcem opłaconego okresu. Jeśli abonament wygasa za trzy dni, przedłuż go o miesiąc i zrób migrację spokojnie. Miesiąc hostingu współdzielonego to zwykle 20–40 zł, a odbudowa strony z niepełnego backupu to kilka godzin pracy i realne ryzyko utraty danych.

Kolejność kroków

Tak wygląda przebieg typowej migracji strony na WordPressie:

  1. Inwentaryzacja: gdzie jest domena, gdzie hosting, gdzie poczta, jakie certyfikaty i jakie zewnętrzne usługi łączą się ze stroną (systemy rezerwacji, płatności, integracje z księgowością).
  2. Pełna kopia: pliki i baza danych ze starego serwera, pobrane lokalnie, a nie tylko wykonane „w panelu”.
  3. Założenie konta na nowym serwerze i wgranie kopii, na razie bez ruszania domeny.
  4. Uruchomienie strony na adresie tymczasowym lub przez lokalny plik hosts — czyli podgląd tylko dla siebie, gdy reszta świata nadal widzi starą wersję.
  5. Testy: podstrony, formularze, sklep, logowanie, wysyłka maili, przekierowania.
  6. Obniżenie TTL w DNS, o czym za chwilę.
  7. Zamrożenie zmian na starej stronie i wykonanie ostatniej, świeżej kopii bazy.
  8. Przełączenie rekordów DNS na nowy serwer.
  9. Wystawienie certyfikatu SSL na nowym serwerze i sprawdzenie strony w przeglądarce.
  10. Obserwacja przez dobę, przywrócenie standardowego TTL, dopiero potem rezygnacja ze starego hostingu.

Punkty 4 i 5 to sedno całej roboty. Jeśli je pominiesz, dowiesz się o błędach dopiero od klientów, już po przełączeniu.

TTL, czyli dlaczego internet nie zmienia adresu natychmiast

DNS to system tłumaczący nazwę domeny na adres serwera. TTL (time to live) określa, jak długo dostawcy internetu mogą przechowywać tę informację w swojej pamięci, zanim znów zapytają o aktualną wersję. Standardowo bywa to 4, 12 albo nawet 24 godziny — i właśnie dlatego po zmianie adresu część osób jeszcze przez pół dnia trafia na stary serwer.

Rozwiązanie jest proste: na dobę przed migracją obniż TTL do 300 sekund, czyli pięciu minut. Zmiana musi się zdążyć rozpropagować, więc rób to z wyprzedzeniem, a nie kwadrans przed przełączeniem. Po migracji, gdy wszystko działa, wróć do wyższej wartości — niski TTL oznacza więcej zapytań i minimalnie wolniejsze pierwsze wczytanie strony.

Poczta i certyfikat — dwa miejsca, w których najczęściej boli

Jeśli poczta firmowa działa na tym samym serwerze co strona, przenosisz naraz dwie rzeczy i ryzykujesz zgubieniem wiadomości z okresu przełączania. Bezpieczniej jest rozdzielić te operacje: najpierw przenieść pocztę na osobną usługę i odczekać kilka dni, potem zająć się stroną. Skrzynki kopiuje się narzędziem IMAP-sync albo przez eksport, nigdy przez „przeciągnięcie folderów” w programie pocztowym.

Certyfikat SSL, czyli ten, dzięki któremu adres zaczyna się od https, trzeba wystawić na nowym serwerze. Darmowe certyfikaty Let’s Encrypt można wygenerować dopiero wtedy, gdy domena wskazuje już na nowy serwer, więc krótka chwila bez kłódki po przełączeniu bywa normalna. Warto mieć ten krok zaplanowany na pierwszych kilkanaście minut po zmianie DNS, a nie na następny dzień.

Kiedy przełączać

Najlepszy moment to wtorek, środa lub czwartek w godzinach porannych. Nie w piątek po południu — jeśli coś zostanie do poprawienia, nie chcesz robić tego w niedzielę. Nie w nocy, bo wtedy trudniej o kontakt z pomocą techniczną obu hostingów. Poranek daje cały dzień na obserwację.

Dla sklepów i stron z rezerwacjami wybieram godziny najmniejszego ruchu — zwykle między 6:00 a 8:00 — i na czas ostatniej kopii bazy wstrzymuję przyjmowanie zamówień. Kilkanaście minut zamrożenia to niewielki koszt wobec ryzyka, że zamówienie złożone w trakcie migracji zostanie zapisane w starej bazie i przepadnie.

Krótka lista kontrolna po przełączeniu

Zaraz po zmianie DNS sprawdź: stronę główną i trzy losowe podstrony, panel administracyjny, wysyłkę z formularza kontaktowego na zewnętrzny adres, działanie kłódki https, przekierowanie z wersji bez „www” na tę z „www” (lub odwrotnie), mapę witryny oraz to, czy w Google Search Console nie pojawiają się błędy indeksowania. Sprawdź też stronę na telefonie w sieci komórkowej — to zwykle inny dostawca DNS niż w biurze, więc szybciej zobaczysz efekt.

Jeśli wolisz nie robić tego samodzielnie, to dokładnie tak wygląda moja migracja strony: kopia, testy na nowym serwerze przed przełączeniem, przeniesienie w uzgodnionym oknie i tydzień obserwacji. Typowa strona wizytówkowa zajmuje pół dnia roboczego, sklep — dzień.


Jeśli boisz się, że przy zmianie hostingu strona zniknie z internetu na kilka dni — napisz, przeprowadzę to tak, żeby odwiedzający niczego nie zauważyli. Zajmuję się kopią, testami i przełączeniem DNS; od Ciebie potrzebuję dostępów do obecnego hostingu i do panelu, w którym zarejestrowana jest domena.

Ewelina Grzelak, EWELA design
tel. +48 511 254 321
e-mail: biuro@eweladesign.pl
Zobacz pakiety i ceny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *